Casa Smith Vino Rosso, Walla Walla Valley A.V.A. 2016

Etykieta przemawia do nas łopatą… vino, do tego rosso. Etykieta nieco myli, bo to wino amerykańskie, ale o tym potem. 75% CS, 25% Sangioviese i mimo głównego składnika pierwszy nos to zaskakująca świeżość i rześkość, której pierwotnie nie mogłem szybko zidentyfikować, jedyne skojarzenie to… Ralph Lauren Polo Sport i nie chodzi tu o full body. Rzut oka na charakterystykę tego produktu kosmetycznego i bingo! Mandarynka… dokładnie. Na podniebieniu oczywiście jeżyny ale dosyć wyraźna i to od razu czekolada z kawą, szczególnie na finiszu. Jeszcze raz jak na dużą obecność CS zaskakują tym razem niskie taniny. Wspaniałe i oryginalne wino, co nie dziwi gdy poczyta się o samej winnicy. Casa Smith to należąca do – oczywiście – Pana Smitha winnica w stanie Washington specjalizująca się w nasadzeniach włoskich szczepów na grunge’owej glebie. Smells Like Teen Spirit, to znaczy Like Tangerine.

Komentarze

Vino z Kobyli Frankovka

 

Cudze chwalicie czeskiego nie znacie. To jest morawskiego. Szczep Frankovka, w wersji jakościowej jeden z północnych zamienników Pinot Noir with a twist. Tę etykietę bardzo polecam.

Komentarze

Daniele Dzieduszycki Alberese Rosso Toscano, Toscana I.G.T. 2018

Jak Toskania to Chianti lub Supertuscan, ale okazuje się, że nie zawsze. Fajne wina powstają też z prostych apelacyjek I.G.T. jak ten czerwony maczek „Alberese” z małej winnicy marketowanej pod swojską nazwą Daniele Dzieduszycki. W nosie przejrzałe truskawki i lekka nuta chlebowa, a na podniebieniu prawie wyłącznie taniny. Dziko! ale przyjemnie bo przypominają mi się dzikie gorzkie toskańskie oliwy z małych gospodarstw. Dodatkowo plus za oryginalną przezroczystą butekę.

Komentarze

The Federalist Cabernet Sauvignon, Lodi A.V.A. 2016

Amerykanie lubią mocne wina, ale ten 14% Cabernet (pewnie w istocie jeszcze mocniejszy) z apelacji Lodi udał im się koncertowo. Mogąc stać się nalewką babuni, stał się lżejszą wersją Porto, z bardzo wyraźnymi i grającymi pierwsze skrzypce jeżynami. Super wino, choć raczej nie na letnie wieczory.

Komentarze

Plungerhead Zinfandel, Lodi A.V.A. 2016

Nie lekceważcie Zinfandela tak jak ja do tej pory. Za namową Jacka Rusieckiego osuszyliśmy po kieliszku z renomowanej „apelacji” Lodi, 2016 Old Vines i była to celna selekcja. Czekolada spotyka dojrzałą malinę! To nie jest po prostu amerykańskie Primitivo, choć swoją drogą to bardzo dobra butelka.

Komentarze

Francis Ford Coppola Winery Claret, Sonoma Valley A.V.A. 2017

Lepszym tłem byłyby kalifornijskie wiejskie krajobrazy, ale z braku laku musi wystarczyć centrum Miami. Nie wiedziałem po jakie amerykańskie wino sięgnąc będąc w Ameryce, więc wybór padł na dom który znam skądinąd. Jeden z lepszych Cabernetów jakie piłem, a na pewno najlepszy nowoświatowy. Wyraźne dzikie jeżyny, czarna porzeczka, wszystko w dobrym stylu połączone z delikatną tytoniową nutą.

Komentarze

Winnica Dwórzno Johanniter 2018

Czy widać tam daleko moje miasto kochane? Bo wino na pierwszym planie urosło i dojrzało raptem 40 km od Warszawy. Jednoosobowa domowa degustacja świeżego Johannitera 2018 z Winnicy Dwórzno nie zaskoczyła in minus! brawo bracia Gowin! Fajny leciutko ceglany odcień i śladowy frizz. Jak na północne wino zacne body co sugeruje słodkie owoce i tak było! Rocznik 2018 był u nas bardzo słoneczny i udany co poskutkowało nawet wcześniejszymi zbiorami.

Komentarze

Vini Campisi Halleluja, Terre Siciliane I.G.P. 2016

Vini Campisi, to winnica współprowadzona przez winemakera polskiego pochodzenia, muzyka Marcina Oz ze znanego bardziej na Świecie niż u nas zespołu Whitest Boy Alive. Ich signature Syrah marketowane jest jako Halleluja – to zdaje się ich najlepsze wino, a dla mnie na pewno wino doskonałe, wspaniały głęboko poziomkowy nos przy lekkim body i przyjemnych taninach. Polecam na odmułę od nowoświatowych dżemów.

Komentarze

Post-Fryderykowe refleksje

Fryderyk

What Would Taco Do?

Moje wystąpienie w czasie gali „Fryderyków 2018” spotkało się z wieloma pozytywnymi komentarzami ze strony osób bliskich sercem hip-hopowi, chciałbym jednak by było dobrze zrozumiane także przez te osoby, które do hip-hopu nastawione są bardziej chłodno. Zwracając się do szanownej Akademii z apelem, by poświęciła więcej uwagi nominacjom, nie starałem się oceniać tej czy innej płyty. Za tym apelem stała troska o ważny dla wszystkich obecnych na sali prestiż tych nagród. Jak wiadomo „Fryderyki” podobnie jak np. „Oskary” (no pun intended) praktycznie zawsze budzą kontrowersje i nie jest cynicznym stwierdzenie, że najbardziej niezadowoleni są ci, których faworyci odpadli, a nagrody chwalą ci których faworytów nagrodzono. Mimo tego, że o „Fryderykach” w hip-hopie nie mówi się najlepiej, jako „Akademik fonograficzny” wiem, że do kategorii hip-hop zgłasza się co roku praktycznie cała „Serie A” polskiej sceny hiphopowej. Czy chcemy czy nie, innych tak powszechnych i tak obecnych w mainstreamie mediowym nagród dla hip-hopowych artystów nie ma i pewnie nie będzie. Ciekawą obserwacją jest fakt, że właśnie pominięty w nominacjach Quebonafide pogratulował publicznie Filipowi tegorocznego wyróżnienia w czasie wspólnego koncertu Taconafide w Poznaniu, jeszcze w trakcie trwania gali. 

Stąd też, dla mnie osobiście jako przedstawiciela wytwórni, która czwarty rok z rzędu wygrywa „Fryderyka” w kategorii hip-hop, ważne jest by wiarygodność tej nagrody była możliwie największa. Możemy dyskutować nad przewagą newschoolu nad oldschoolem, czy wyższością hiphopu ulicznego nad „inteligentnym”, ale brak w nominacjach bestsellera rynku polskiego 2017 jest po prostu rażącą usterką tegorocznych nominacji i z subiektywnym gustem Akademików nie powinno mieć nic wspólnego. Zwycięstwo (o ile nagrody muzyczne w ogóle można rozpatrywać w kategoriach sportowych) smakuje lepiej gdy konkurencja w kategorii jest silniejsza.

Dla przeciwwagi kilka pozytywnych zdań o samej imprezie. Pamiętam moją pierwszą galę. Zakurzona Sala Kongresowa i koncert Roxette, na którym połowa ludzi wyszła. Teraz mamy kameralny, ale elegancki Teatr Polski i scenografię, która razem ze światłami zachwyca mnie już któryś rok z rzędu. Galę prowadzi Agnieszka Szydłowska, moja młodsza koleżanka z szalonych czasów Radiostacji. Kuba Karaś z Dumplings i Wojtek Urbański z Rys za deckami . To są naprawdę dobre zmiany. Nie rozumiem kąśliwych uwag o pompie. Ktoś myli rozdanie nagród branżowych z Record Store Day. Ja nie chcę rap pakamery, mają być czerwone dywany i ścianki.

Teraz komentarz o kończącym moje wystąpienie pytaniu dotyczącym kolejności przyznawania nagród. Szczerze mówiąc, ta wątpliwość nasunęła mi się dopiero w czasie gali i oczywiście należy ją traktować z przymrużeniem oka. Oczywiście, że nie ma większego znaczenia, kto kiedy odbiera nagrody. Zastanawiam się jednak,  opierając się bardzo abstrakcyjnie na kolejności „Fryderyków”, ile jest w tym zjawiska, o którym Filip Kalinowski pisał jako o „mieszance lekceważenia i strachu” branży muzycznej do hip-hopu w Polsce. Pod względem „wagi netto” rynku, czyli ilości sprzedawanych płyt i granych koncertów, hip-hop moim zdaniem jest w Polsce na topie. Myśląc na zimno i biorąc to pod uwagę, powinniśmy, w zależności od scenariusza, albo otwierać galę albo w kulminacyjnym punkcie uroczystości ją kończyć. Tymczasem jesteśmy wetknięci wstydliwie gdzieś między muzykę rockową a jazzową 🙂

Przesadzam, ale jestem przeczulony, bo cały czas dręczy mnie fakt zapisu na rap w polskich stacjach radiowych, ale to temat na następny wpis.

PS.

Problemy Pierwszego Świata: odebrałem już 8 Fryderyków w imieniu moich artystów, ale w biurze Asfalt Records nie stoi ani jeden, bo wszystkie skwapliwie przekazałem Laureatom. Nie mam prawa dokupić oficjalnie statuetek na swoje potrzeby. Dodatkowe kopie statuetki może dokupić tylko nagrodzony artysta jeśli przydziałowe dwie sztuki nie wystarczają np. na cały zespół. Lobbowałem już w Zarządzie ZPAV na temat zamiany regulaminu w tej kwestii, ale póki co bez powodzenia.

Komentarze